W niedziele przyszedł do mnie Ścior. Nudziliśmy się i on wpadł na szalony pomysł xD
Ś; dawaj jedziemy rowerami do Księgienic do mojego taty i Asi ( Księgienice - położone 13 km od Legnicy)
J; to dawaj heh
Poszłam się zapytać mamy czy moge jechać , bo to długa droga ( 25 km) , ale się zgodziła. Poinformowałam tatę że jade i poszłam wyciągnąć rower z komórki. Pojechałam do Maćka. Chwilę później wyszedł i ruszyliśmy. Zatrzymaliśmy się pod sklepem po napój . Ściorex kupił i nasza wyprawa się zaczęła. Malczyce> Mazurowice> Lasowice> Ruja> Tyniec Legnicki> Przęśnik> Polanka> Taczalin > Księgienice . Tak wyglądała nasza trasa. Po dojechaniu do bloku Asi, weszliśmy na górę, przywitaliśmy się i oni oznajmili nam że jadą do Legnicy , bo tam jakiś festyn ma być i że Krawczyk ma śpiewać. łeee w samochodzie nie było już miejsca , bo jeszcze Kuba, Bartek i Nicola . Mieliśmy jechać rowerami , ale byliśmy wykończeni. Zostaliśmy. Po odpoczęciu, nasze plany sie zmieniły , bo mieliśmy zamiar wracać do domu , ale Maciek wymyślił , żebyśmy jechali do Legnicy , na Muszle , gdzie miał być ten festyn. Pojechaliśmy ( następne 13 km zaliczone).
Gdy byliśmy już w Legnicy , podjechaliśmy pod dom babci Ściora, zobaczyć czy ich tam nie ma. Nie było nikogo. Drogi też dobrze nie znaliśmy, ale Bazyl zapytał się kolegi Mateusza , tam z bloku u babci . Mati wytłumaczył nam drogę i pojechaliśmy ( jakieś 3 km w jedną stronę, tam jeździliśmy 2 km i jeszcze wróćiliśmy = 8 km). Oczywiście ich tam nie było. Muszla pusta, nikt się nie rozkłada. Dupa, wracamy. Znowu jesteśmy pod babci blokiem. Maciek próbował się dodzwonić do taty , ale nie miał nic na koncie. Chodziło mu żeby do taty przyszedł sms że maciek próbował się do niego dodzwonić , i udało się ! Dzwoni Piotrek. Powiedzieliśmy mu co i jak. Kazał nam przyjechać na rynek, bo na muszli to pomyłka. Ścior zapytał sie babci czy możemy u niej przenocować , bo żeby wracać , to już za późno. Zgodziła się. Ruszliśmy w strone rynku. Maciek zapytał się jakiegoś gościa , jak tam dojechać , to wytłumaczył i dodał : ale to jeszcze przynajmiej ze 4 km. a my; cooooo ? i pojechaliśmy. Po drodze kupiliśmy napój , bo tamten się skończył. Dojechaliśmy na rynek i Bazyll ich zauważył i podjechaliśmy do nich. Zadzwoniłam od Asi, do mamy , czy moge zostać i zgodziła się. Babcia Maćka, Maciek i ja poszliśmy się przejść i babcia kupiła nam zapiekanki. Zjedliśmy i wróciliśmy pod fontanne gdzie wszyscy siedzieli. Ja i ścior pojechaliśmy do domu babci , bo nuda była ( 4 +4 = 8 km) Schowaliśmy rowery do piwnicy i poszliśmy na górę. Pierwsze co , to do lodówki , co jest słodkiego . CIASTO !! eno , eno. ścior wziął se obiad , a ja ciasto. Później poszliśmy się położyć i leżąc , czekaliśmy na babcie Maćka , panią ciocie Iwone , Natalke i Kacpra. Wparowali do domu, dość szybko wrócili. Położyliśmy się i usneliśmy dość szybko, bo zmęczeni byliśmy. Rano - 11.00 wstaliśmy. Poszliśmy na śniadanie hehe ścior do mnie ; jaką chcesz zupke ? było dużo smaków, bo kacper jak tam śpi to zawsze je.
a ja : nie chce zupki ..... a jest ciasto ? xD Babcia podała mi ciasto i jeszcze później zrobiła kanapki xD
Siedzielibyśmy dłużej , ale Piotrek zadzwonił , żeby wracać , bo Asia się źle czuje , a on jest w pracy. Wyruszyliśmy . ( 38 km ) W kilka godzin dojechaliśmy do Malczyc. ( 38 + 8+8+ 38 = 92 km przez 2 dni )
Byliśmy bardzoooo wykończeni , ale już jest dobrze.
Chciałam poinformować was , że przez wakacje, może być mało notek , bo dużo się dzieje, ale nie mam czasu tego opisywać ! Xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz